Blog > Komentarze do wpisu
Gejów prawo do wyboru
Lech Dokowicz
Gejów prawo do wyboru

Rozmawiałem z wieloma byłymi gejami, którym udało się na stałe zmienić swoją orientację. Nie miałem naprzeciw siebie ludzi w stanie depresji. Byli zadowoleni z życia, pełni radości, a swoją homoseksualną przeszłość wspominali jako doświadczenie traumatyczne - pisze producent filmowy

opinie_a_2-1.F.jpg
Lech Dokowicz

Kiedy czytałem artykuł Roberta Biedronia "Lepiej leczyć z nienawiści do homoseksualistów" ("Rzeczpospolita" z 13 września 2007), przypomniały mi się teksty urzędników tureckiej ambasady sprzed kilkunastu lat. Owi dyplomaci zarzekali się publicznie, że w Turcji nie ma w ogóle Kurdów, a twierdzenie o istnieniu mniejszości kurdyjskiej w ich kraju jest wymysłem turkofobów. Powoływali się przy tym na oficjalne dane, czyli wyniki powszechnego spisu ludności. Twierdzili tak wbrew oczywistym faktom, ale cóż, takie mieli wytyczne z centrali.

Wytyczne dla Biedronia

Podobnie postępuje Robert Biedroń, zaprzeczając istnieniu osób o skłonnościach homoseksualnych, które na skutek poddania się terapii zmieniły na trwałe swoją orientację na heteroseksualną. On też uważa twierdzenie o istnieniu takich osób za wyraz fobii, w tym wypadku homofobii. On też podpiera się oficjalnymi autorytetami; tym razem są to psychologia, seksuologia i psychiatria. Jako prezes Kampanii przeciw Homofobii nie może jednak mówić inaczej - takie ma po prostu wytyczne.

Jak zerwać z nałogiem

Może bym i mu uwierzył, gdybym osobiście nie zetknął się z byłymi homoseksualistami, którzy przeszli pomyślnie taką terapię. Tak się bowiem składa, że brałem udział w realizacji dwóch filmów dokumentalnych - jednego dla polskiej stacji komercyjnej (jako operator), drugiego dla niemieckiej wytwórni (jako producent) - właśnie na temat ośrodków terapii dla homoseksualistów.

Rozmawiałem wówczas w Niemczech i Holandii z wieloma mężczyznami, którym udało się na stałe zmienić swoją orientację seksualną. Widziałem ich rodziny, żony, dzieci. Wbrew temu, co pisze Biedroń, nie miałem naprzeciw siebie ludzi w stanie depresji lub na progu samobójstwa. Wręcz przeciwnie, byli zadowoleni z życia, pełni radości, a swoją homoseksualną przeszłość wspominali jako doświadczenie traumatyczne. Efekty ich terapii wcale nie były krótkotrwałe, jak wmawia nam Robert Biedroń, bo najstarsi z nich porzucili swoją homoseksualną orientację już w latach 70. lub 80., by nigdy do niej nie wrócić.

Biedroń twierdzi jednak, że tego typu terapia jest nieskuteczna, i jako dowód podaje przykłady dwóch aktywistów amerykańskiej organizacji Exodus: Coopera i Burke'a, którzy na krótko porzucili homoseksualizm, by potem do niego powrócić.

Bez dowodów

To, że komuś nie udało się pozytywnie przejść jakiejś terapii, nie oznacza jednak, że jest ona niemożliwa. Nikt nie twierdzi przecież, że niemożliwa jest terapia antynarkotykowa, tylko dlatego, że jakiemuś aktorowi czy muzykowi nie udało się jej przejść. Mało tego, doświadczenie leczenia z narkomanii czy alkoholizmu pokazuje, że większość prób zerwania z tymi nałogami kończy się niepowodzeniem, ale nie stanowi to jeszcze powodu, by przekreślać cały sens terapii.

Robert Biedroń w swym tekście nie jest w stanie przedstawić żadnego naukowego dowodu na wrodzony charakter homoseksualizmu, bo takiego dowodu po prostu nie ma. Pisze natomiast: "gdyby orientację seksualną można było wybierać lub nabywać w toku socjalizacji, gejów i lesbijek dawno nie byłoby na świecie", a to dlatego, że od wieków żyjemy w społeczeństwach sprzeciwiających się homoseksualizmowi. Gdyby przyjąć to rozumowanie, to na świecie dawno nie powinno już być złodziei, kłamców i morderców, gdyż od stuleci żyjemy w społeczeństwach, których prawo i religia sprzeciwiają się takim występkom.

Biedroń uważa, że owszem, homoseksualiści mają problemy ze swoją orientacją, ale wynika ona z nietolerancji otoczenia. Tymczasem badania amerykańskich naukowców z uniwersytetu stanowego w Indianie dowiodły, że aż 60 proc."dobrze przystosowanych społecznie" gejów prosiło o pomoc psychiatryczną lub psychologiczną. Okazuje się, że w krajach, w których tolerancja wobec homoseksualistów jest najdalej posunięta, także mają oni problemy ze swoją orientacją. Przyczyna ich niepokoju nie znajduje się bowiem w otaczającym środowisku, lecz w nich samych.

Homoseksualizm i nadzieja

Trzeba dodać, że terapia osób o skłonnościach homoseksualnych pojawiła się w krajach znanych ze swej tolerancji obyczajowej. Pionierską rolę odegrała zwłaszcza Holandia i holenderscy psychologowie: Johan Leonard Arndt, Adrianus Dingeman de Groot i Gerard van den Aardweg. Prężne ośrodki terapeutyczne dla homoseksualistów działają m.in. w USA (NARTH, Exodus i Courage), Danii (Basis), Szwecji (Medvandrarna), Norwegii (Til Frihet) czy Belgii (Different).

Jedna z książek wspomnianego prof. van den Aarwega nosi tytuł "Homoseksualizm i nadzieja" i dobrze oddaje sens działalności owych ośrodków. Chodzi bowiem o danie nadziei ludziom, którzy przeżywają duchowe i psychiczne cierpienia z powodu swej homoseksualnej orientacji. O przekonanie ich, że nie są skazani na żaden fatalizm. O pokazanie, że istnieje wolność wyboru. Że są w stanie tę wolność zdobyć. I takich właśnie ludzi spotkałem w Niemczech i Holandii. Szczęśliwych, że zwyciężyli w najważniejszej walce wewnętrznej w swoim życiu.

Robert Biedroń sprzeciwia się zdecydowanie terapii homoseksualistów. Terapii, która jest dobrowolna, a przez wielu wręcz upragniona. Dlaczego mielibyśmy pozbawiać ich prawa do wyboru? Dlaczego mielibyśmy odbierać im nadzieję i prawo do szczęścia?

źródło: www.rzeczpospolita.pl

środa, 19 września 2007, placitus

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: